Violetta Malinowska ...a skrzydła cię poniosą...
  Rodzina...
 
Rodzina...





Wszystko co kocham

Kocham obecność w spokoju, ciszy
Pełną miłości rozumnej i ciepłej
Gdzie rankiem wstają wszystkie promienie
Rozświetlające serce i wiele

Ludzkich zaułków i zakamarków,
Gdzie mroki byłyby nieskończenie,
Gdyby nie miłość obecna promienna
Gdyby nie cisza pełna i ciepła.

Dniem idziesz, błądzisz godziną,
Szukasz, znajdujesz, radość i smutek
Czasem przy drodze stajesz i czekasz,
Aż nowa znajdzie cię droga...

Uśmiech na twarzy, proste spojrzenie
Tak patrzy dziecko, patrzy na ciebie
Słońce jest w sercu, czasem na niebie
Dusza jak ptak szybuje po niebie.

Wieczór domownik spotyka wszystkich
Gdy idzie jego godzina późna
Wspólne rodzinne zajęcia wszystkie
Harce dziecinne, znużenie i odpoczynek...





 
Rodzina I

Jeden patyk łatwo złamać, jest kruchy i słaby.
Podobnie łatwo można złamać samotnego człowieka.
Powiązanego pęku patyków złamać nie dasz rady
Tak jest z rodziną, zawsze pomocna dłoń czeka.
                 




Rodzina II

Jeden patyk łatwo złamać,
kruchy wysuszona szczapa.

Podobnie łatwo poniżyć
jest samotnego człowieka.

Związanych razem patyków
ich przełamać nie dasz rady

Tak jest z prawdziwą rodziną,
zawsze znajdziesz dłoń pomocną.


                                 


Rodzina III

Jeden patyk łatwo złamać,
kruchy wysuszona szczapa.

Podobnie łatwo poniżyć
jest samotnego człowieka.

Patyków razem związanych
ich przełamać nie dasz rady

nie przerwiesz więzów rodzinnych
Usłyszysz słowa w dniu zguby:


Zawsze możesz liczyć na mnie,
Stanę wiernie po twej stronie,
Nigdy ciebie nie zawiodę,
Będę sercem wciąż przy tobie.

Podzielę się kromką chleba,
Drzwi zawsze tobie otworzę,
Posłanie czyste uścielę,
Sny spokojne, skrawek nieba.

                            





           
Poświęć czas!

         Jest taki czas kiedy pora
         Założyć wspólny dom
         Posłuchaj wtedy amora
         Ulegnij, bo coś umknie wam...
         Przełam trudności i opory
         Razem być czas od tej pory!

                            






Dla Mamy

Do góry podniesiona głowa
Opadły ręce, dumne słowa...
Przepraszam pomyłka, głupota
Nie to chciałam powiedzieć nie to.

Miliony przemyśleń w mej głowie
I słowa, słowa, słowa, słowa...
O mój miły, najświętszy Boże,
Jaka ja malutka córeczka.

Ten uśmiech, uśmiech kochany,
Kochanej Mamy, otwiera wszystkie bramy
Potrafi serce rozpromienić, rozweselić
I życie w lepsze zmienić.

Codzienny uśmiech dziękczynienia niech
Serce Mamy w Słońce przemienia,
A promienie życia cieplejsze będą,
Tak uczyń Najświętsza Panienko.

Herbaciana róża przed oknem
Świat urzeka tęczowym pięknem
To dla Mamy tak słonecznie,
Niech życie toczy się bajecznie...

Ten uśmiech, uśmiech kochany,
Kochanej Mamy, otwiera wszystkie bramy
Potrafi serce rozpromienić, rozweselić
I życie w lepsze zmienić.









Przebiśnieg

Rośnie nie martwiąc się o jutro,
Nie pracuje, ani nie przędzie,
Gdy tak patrzę już nie jest mi smutno
I nie myślę o jutrze już więcej.

Zielone ręce wyciągam wraz z nim,
On jest bratem mym, jego i twym
I biała, żółto - zielona głowa,
Wystarczy biel, zbędne słowa.

Czekamy zmartwychwstania,
Żyjąc tak z dnia na dzień.
Czas to ciężki oczekiwania.
Panuje w nim zły duch cień.

Lecz rosną wśród cieni przebiśniegi,
Zdają się biedne, słabe, ale tak bogate
Rozjaśniać będą cienie przez całe wieki
Przez wszystkie dni udręki po naszą ich utratę.


patrz: Mt.6,25-27 Ap.6,9-11
Dedykowane Gitce, która mi we wszystkim towarzyszy...




Piękno

Piękno masz w sobie,
Kiedy idziesz dalej,
Niż sięgają marzenia,
Gdy z uśmiechem wstajesz
Choć droga daleka.
Drzwi otwierasz na oścież
I zapraszasz światło,
Które świeci jaśniej
I większe wzbudza pragnienia,
Aby znowu powstać, iść dalej
Choć droga daleka;
Z nadzieją nową budzisz się
Do życia jak róża rozkwitasz
Codziennie tak samo:
Robiąc to co robisz zwykle,
Ale z całą mocą, jaką ma
W sobie piękno...


(dla Gitki 7 II 1997r.)





Na Maciusia

Złote ręce
Złote serce
Zmęczone oczy
Ale ochoczy
Zajęć bez liku
Mielonka w koszyku.



Historia pewnej kobiety...

Toć, opowiem zawiłą historię:
o śląskiej urodziwej dziołsze...
rodzinę troskliwą, liczną miała:
rodziców, braci, siostry...

Na bliskich polegać zawsze mogła,
Wiodło się jej niezwykle dobrze...
Ślązoka gryfnego poznała,
tak panienka matką została...

Ukochany zginął na wojnie.
Rodzina nie zostawiła ich samych:
Wybudować dom pomagali...
Miejsce bezpieczne ofiarowali.

Ojczym dał nazwisko, wymazano przeszłość
czas żyć na nowo, ale nie rozpieszczać
Czekali, aż na świat przyjdzie nowe...
ich własne upragnione dziecko.

Młodszy - ten był hóncwot,
ale w oczach ojca, zawsze miał pierszeństwo
Starszy nie miał uważania, ani bezpiecznego kąta,
ino nikt o tym
nic nie wiedzioł.

Łóżko stało we antryju,
Spał jak pies przy schodach.
Kożdyj inny spał w pokojach,
Zamknionych w dzień kluczem.

"Prawowity" rozpieszczany
chachorzył, hóncwocił.
Bajstruk ciągle obwiniany
za młodszego przywary.

Obydwaj synkowie
w tej grze pogubieni,
jeden zagłaskany,
drugi zbyt karcony.

Matka w kuchni szyła.
Dom w sam raz jak z bajki:
Wiela izb,
we drzwiach szyba,
Ganz ordung, kafelki...

Marzyła o dziołsze,
kerą by obszyła,
Kręcioła jeij loki,
kokardki wiązała.

Lale na leżance,
ubrane w koronki...
nie było się komu
nawet nimi bawić...

Ojczym był kowalem
we śląskiej kopalni,
codzień wracał z szychty,
wszisko jak w zegarku...

A chopcy wyrośli, dalej pogubieni
Starszy zwiedził kawał świata,
Aż miłość napotkał...
Młodszy w domu się ostał.

Kiedy Omką się stali w wieku lat czterdziestu
Nie szło z tym poradzić, życie toć, nie przeszło...
Matką czuła się niespełnioną, siostra blisko cery mioła...
Dziołchy by potrzebowała, wnusię ukochała.

Za synową nie przepadała, bo kobieta z głową,
Każdą jej pensję co do grosza odbierała,
W kuchni mieszkać z córką kazała, w antryju synowi.
Kuchnia warsztatem krawieckim, salonem dla gości.

Synowej szło w kuchni piekło wyrychtować.
Wciąż ją na celownik brała...
Ślązoczki w kuchni cięgiem wysiadywały,
Wiela klachały, przymiarki brały.

Poła domu pustką stoi, pod kluczem zamkniona,
Poskąpiła choćby jednej izby z pięciu wiegich pokoi,
O byla pieluchę awanturowała, iż przed robotą nie przeprana,
A pensyję całą chętnie zabierała?


Toż się dziołcha tak jak stała
Z tego piekła z dzieckiem wyrwała.
Wsiadła w pociąg ze spaceru,
Pojechała szukać spokoju...

Synek toć, dołączył do niej.
Wszystkie rzeczy przyszły pocztą.
Było trudno, ale lepiej.
Jakoś tam się układało...

Omka inne miała plany.
Synem łatwo sterowała,
rozpaczliwe listy słała,
opiekę tymczasową oferowała...

W głowie miała plan przewrotny:
Wywieźć wnuczkę pod opiekę,
aż rodzicom będzie lepiej, lecz trzymała długo ją,
aż się dziecko odzwyczaiło, jak to dziecko...

Cóż z historii tej wynika?

Zagłaskać można na śmierć.
Karać można do upadłego.
Przyzwyczajenie drugą naturą człowieka.
Kłamstwo kiedyś się wyda.
Miłość próbie poddana umie przetrwać.
A czas sam pokaże...
Historia oceni...
Pan Bócek osądzi...

                           
lata 40-te XX w. do początku XXI w.

 




Na Gintra (Antka)

Trudno oszlifować
Łatwiej skrytykować...
Znoju tona
Ryba złowiona...
Poty z czoła
Zadbane zioła...
Trudny odpoczynek
Śląski synek
Na starcie wojna
Odebrała ojca...
Matka biła
Kość gniła
Ból przerażający
latami się odnawiający
Lek uśmierzający
Nałóg uzależniający...
Rodzinę założył
Miłości się uczył
Lata cierpień całe
żona, dzieci małe...
Matce uwierzył
Córkę powierzył
Wszystko wzięła
Ojcowiznę zagarnęła...
Zostały dwie
Córki z trzech...
Dziś cieszą go wnuki
daje im nauki.






Na Anielę

Ranek pracowity
Sukces sowity
Pomocna ręka
Znika udręka...
Oczy skupione
Usta złocone
Wrażliwa, cierpliwa
Codzienność zdobywa...
Życie znojne
Myśli spokojne...
Matkę straciła
Zanim sama nią była...
Teściowa wytykała,
Pieniądze zabierała,
Wreszcie wygnała...
Ciężko pracowała,
Mieszkania szukała...
Teściowa listy słała,
tak córki chciała
Pomoc nieść obiecała,
Byle córkę mieć
Wykradła godność
Udawała serdeczność...
Zostały dwie
Córki z trzech...
Dziś cieszą ją wnuki
Daje im nauki.






Rodzina

Dla niejednego
Zmartwień przyczyna.








Ojcowizna

Z ojcowizny
W sercu blizny
Bo wyrwana
W sercu rana
Pozostała
Boleść matki
I krew ojca
Wymazana.

Pokolenia
Utulała
Ojcowizna
Krew i blizna.






Litania do Niekochanych

Niewybrani
Nieobdarowani
Niechciani
Z domu wyrzucani

Nieślubni
Niechlubni
Bez ojca

Bici, aż do gnicia kości
z bólem nie do wytrzymania
i przez to bez pracy
Uzależniający się od niekochania

Niemile widziani
Zapomniani
Nie zapraszani
Nie odwiedzani

Pomijani
Wytykani
Naznaczani
Zakazani

Nie wyróżniani
Nie doceniani
Na siłę zmieniani
Wykorzystywani

Za wszystko co złe obwiniani.

Módlcie się za nami.







Pokorne cielę

Pokorne cielę dwie matki ssie
Ojcowizną podzielić się nie chce
Ojcowizna dla wybranych
Nie dla tych już wyssanych.

Pokorne cielę dwie matki ssie
Nie obce mu czynić drugiemu źle
Plany krzywdzące za plecami
Poparte z palca wyssanymi ułudami.








"Pokrzywdzony" I

Jest taka moda
Być pokrzywdzonym
Przez los
Ludzi, Boga...
Byle wzbogaconym
Każdym kosztem
Się wzbogacę
Krzywdę swą udowodnię
Pokażę
Jak odmówić
udawanych krzywd
Tego nie wie nikt.






"Pokrzywdzony" II

Jest taka moda
być pokrzywdzonym
byle wzbogaconym
cudzym kosztem
bo cudzego nie szkoda.






ISybilla

Swoją prawdę zna
Złowroga wieszczka
Przyszłość planuje
Zgubę szykuje

O gdybyś zgrzeszył
Z wyrzutem wypomni
Dobrego nie wspomni
Zniszczy, zetrze w pył

Nic nie pozostawi
Zawistna Sybilla
Wyssie, wykorzysta
Po pachy się ubawi

Nie uleczysz z krzywd
Bo mało jej ciągle
Przeszłości cielę pokorne
Wyssało z ojcowizny.

Nie uznaje krzywd,
których nie doznaje
nieczuła jak nikt
waży swoje żale

Zapomni o więzach
Chętnie je podważy
Świadkiem będzie zemsta
Sędzią brak rozwagi.





Połączone słowa

Połączone słowa
Jak z połową połowa
Miłość, troska
Matczyna, ojcowska.







Rodzinne długi

W ludzkim sercu jest ostrze
Gdy się upomnisz o pieniądze
Nie o cudze, lecz o własne
Nienawiści zrodzisz żądze...

Już ułożony będzie plan,
Żeś nie rodzina daleko tam.
Na zwłokę będzie liczyć, żałobę.
Może się uda przeczekać lat trochę.

Twój największy wróg
Ten co ma u ciebie dług
Dług spadkowy, zachowkowy
Dług więzi, pokoleniowy.

Udawanie, że nie ma, zwleka.
O niczym nie chce wspomnieć.
Nie pamięta, zapomina, czeka...
Spróbuj tylko coś przypomnieć!

Zaraz się dowiesz
Żeś cham, nie człowiek,
Że krzywdzisz, spiskujesz!
Łzy spływają spod powiek...

Tak być może, nie musi
Są różne więzi ludzi.
Czasem bywa, że są zgodni
Dziedzictwo ich nie różni.


_______________./.
____________ __>_<_
_____________Ѽ./ Ѽ
___________;->( ɕѼ Ҩ .
___________@.♥ '(█) ♥ *$
________Ѽ "( ()♥t (Ѽ)o*♥*
_______(█),-♥.-Ѽ _Q@,0 ɕ(█)
____________>o*oѼ @.<
_________o`-.♥.-@""-Q '♥~@'
______♥.'`Ѽ ♥ *Ѽ ɕҨ ‘♥ @`-.)
____Ѽ o (█). @* '-@Ѽ ’Q.*(█)’Ѽ
__________Ѽ -♥-'Ѽ ♥._ Ѽ
_______@.♥ '*Q ♥ *(█), @.♥ '*
___.♥' @ _ ɕ♥ _.-'~♥-. @ ´(♥)`-*.o
__.(█)* ♥ ..-' (Ѽ) o *.(Ѽ) 0 *(█)`)
_________(Ѽ ) '-._♥__(Ѽ)@
____;--♥' ♥Ҩ 0‘(Ѽ) Q o *♥ * Ѽ ♥
___ * (Ѽ)._♥__* .Q.~ ♥- ♥Ҩ. 0 () Q ♥*'.
_(█)* ♥ *‘ o * ♥ _(█)Q~ ♥Ҩ __Ѽ♥__(█)
________________▓________________
___________________________________





Jedyne w roku

Całuski i buźki,
żłóbek i choinka,
wigilijne troski,
świąteczne życzenia,
najskrytsze marzenia,
swoje w świecie miejsce,
ludzi bliskich serce...

                 






Pamiętaj

Zawieść cię może bez zmrużenia powiek
Nawet najbliższy twemu sercu człowiek

Siostra, brat, ojciec, matka, babka, dziadek
Mogą chcieć tobie odebrać twój spadek

Wartości, którymi warto się dzielić
Całe życie trzymane w tajemnicy
Nagle zmaleją, przestaną się liczyć.

Zgorzkniałe żniwo bogactwem nieprzebrane
Serce zatrute jadem przebutwiałe...

Przebaczyć nie to samo co zapomnieć
Pamiętać nie to samo co przebaczyć

Przebaczyć zrozumieć usprawiedliwić
Brak usprawiedliwienia znaczy przekląć.


 






Kulig

Dzieciaki!!!
Hej kulig, hej sanki
i stajenka czeka
tam Rodzina Święta
cała jakby żywa
pastuszkowie grają
króle przybywają
Hej dzieci jedziemy
kulig się zaczyna!!!

Stoi biedaczyna
Matka nie pozwala
Srej to!!! Jedź z nami!!!
Oj wesołe głosy
Grzeją się już płozy!
Pogonił.
                  Matka biła,
oj biła, aż odbiła kości.
W szpitalu pół roku
lekarzom wmawiała
że stawu przeziębinie
chłopok szoł na zatracenie,
ropa na wierzch się wylała
ledwie uszoł kostusze.
Latami się leczył
Szczyty cierpień zdobył
Kto by w to uwierzył?


Cołkie życie oszukiwany
kochoł i wierzył,
że był kochany
Ledwo to przeżył.


                        



Miła

Od przykrej puenty wiersza,

W życiu bywaj mądrzejsza...


Niech nie powtórzą się historie
bardziej smutne i potworne.

Bywaj miła, piękne pisz wiersze,
swoim życiem poprzez serce.





       




Komentarze do tej strony:
Komentarz pochodzi od Margaryta Pawlas( ), 17.05.2008, o 21:52 (UTC):
Dziekuje Ci za pamiec !!!Gita

Komentarz pochodzi od:07.05.2008, o 17:55 (UTC)
violetta66
violetta66
Offline

Wielu patyków nie złamiesz....



Dodaj komentarz do tej strony:
Pana/Pani imię:
Pana/Pani adres email:
Pana/Pani strona:
Pana/Pani wiadomość:
 
  Witaj jako 92631 odwiedzający (223504 wejścia) :)))  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=