Violetta Malinowska ...a skrzydła cię poniosą...
  Wiosna... Alleluja!!!
 
W i o s n a...



Wiosna

Przyszła
Zabłysła
Świetlna
Rozpromieniona
Zielona
Żółta
Kwiecista
Czysta
Pachnąca
Kwitnąca
Młoda
Pełna życia
Odradza się z zimy
Z ciepła przyczyny...


Znowu wiosna!

     Wiosna nadchodzi, czuję w kościach. Nastrój przedwiośnia jest ciężki, szary, przytłaczający, choć czasem przebijają się promienie słońca. Wzmagające się poczucie samotności wśród otaczających mnie osób. Rozdrażnienie z byle powodu. I ta iluzja panowania nad rzeczywistością, a jednocześnie bezsilność. Mimo to wszystko toczy się zwyczajnym rytmem. Kolejne czynności od przebudzenia napędzają mnie po kolei. Zwalniam, by potem przyspieszyć na krótko. Zmęczenie wymusza odpoczynek. Szukam ciągle oznak życia, czekam, tęsknię, wspominam. Znużona zabijam nudę powtarzając nieskuteczne zaklęcia. Mam ciągle coś do zrobienia. Zaległe sterty czegoś i plany do wypełnienia. Czasem spełniają się marzenia. Raz na lat wieeele. Taka odskocznia od tego co boli, co nie jest już do spełnienia. Przed tym co przytłacza, czego się boję. Pozwalam sobie wspominać spełnione marzenia. Niepodważalne cuda życia, ubarwiają  nijakość nie do przebycia. Wysuszają łzy, uspokajają palpitacje serca... Wiosna znowu kiełkuje powoli.

                                       List niewysłany...

Google




Google



Google



Wiosenne porządki

Spracowane dłonie
Kolcami pokłute,
Pokrwawione,
Szostkie, brudne
bolesne w zadziorach...

Przymrużone oczy,
Olśnieniem wiosennego słońca
Przyjemny wysiłek
mozolna praca,
ociekający pot z czoła...

Zakwasy w nogach,
Strzelające bólem plecy,
Ale jeszcze trochę,
jeszcze odrobinę
Uprzątnąć skrawek pola...

Ogarnąć trochę całość
Przykucnąć, odetchnąć,
Nacieszyć oczy,
Wyprostować kości
Wiosnę przyjąć w gości
                                   


Alleluja!!!



P R Z E B I Ś N I E G

Rośnie nie martwiąc się o jutro,
Nie pracuje, ani nie przędzie,
Gdy tak patrzę już nie jest mi smutno
I nie myślę o jutrze już więcej.

Zielone ręce wyciągam wraz z nim,
On jest bratem mym, jego i twym
I biała, żółto - zielona głowa,
Wystarczy biel, zbędne słowa.

Czekamy zmartwychwstania,
Żyjąc tak z dnia na dzień.
Czas to ciężki oczekiwania.
Panuje w nim zły duch cień.

Lecz rosną wśród cieni przebiśniegi,
Zdają się biedne, słabe, ale tak bogate
Rozjaśniać będą cienie przez całe wieki
Przez wszystkie dni udręki po naszą ich utratę.

patrz: Mt.6,25-27 Ap.6,9-11



Pierwszy raz

To coś nowego
Coś innego tak bardzo,
Aż ogarnia strach...
Coś od początku zrodzonego
Powoli kształtuje się w nas
Na gruncie całkiem przekreślonej
Przeszłości i doświadczenia
Nic nie ma.
Jest tylko coś pierwszego,
Co zdarza się pierwszy raz
Otrzymany nagle dar,
Który wszystko co było przekreśla
Dar nowego istnienia
Dar odrodzenia,
Nowego narodzenia świadomości.
Zaczynasz, uczysz się
Robić małe, większe kroki
Upadasz i powstajesz,
Idziesz i jesteś coraz bliżej
TEGO, który Jest od zawsze.
 
                        




SZKARŁAT I CZERŃ

Jesienna cisza się kołysze
W puchowym złocie liści głosu
I taki spokój, wiatru powiew
I jeszcze coś, tak jakby poszum...

Poszum to dziwny, nieznajomy,
A lgnę do niego jak do Matki,
To jakby chmurny, to rozchmurzony
W rękach swych mocnych niesie dziatki...

I taka moc puchowa, zda się
Rozkruszonym w pył kryształem,
Lecz fundamenty jej szkarłatem
Błyszczącym w pyłu czarnej masie.




JESTEM

Milczeniem Jestem
ciszą waszych serc
wybuchem radości i płaczem
i każdym powitaniem.
W Duchu Mym jednoczę was
spoglądam na was swym wzrokiem
przechodzę tuż obok, stoję, czekam,
wyciągam rękę, przytulam
i obejmuję, każde Boże stworzenie.
Gdy się ktoś potknie upadam z nim
i wstaję w ciszy waszych serc
Jestem milczeniem
I przez was – Dzieci Moje kochać chcę
Ojca, Matkę, braci, siostry – cały
Boży świat...
J.C.

1988 – IV rok studiów, ten wiersz czytałam jako komentarz do III stacji Drogi Krzyżowej – pierwszy upadek Pana Jezusa. W moje urodziny 19 października w sobotę w DA przy parafii Św. Rocha, była noc czuwania. Była wspaniała, dzieła sztuki wypełniły Kościół, muzyka z Taize w wykonaniu chóru i przy wielu instrumentach, po prostu odlot. Nasz opiekun duszpasterski ks. Paweł Biedziak wszystkim powtarzał, że teraz mógłby już umrzeć !!! Brałam udział w wielu takich nocach modlitwy, ale ta faktycznie była szczególną modlitwą wyrażoną jakby uderzenie skrzydła Ducha Świętego.



Na skrzydłach

Na skrzydłach ptaków
Niebieskich
Spuściłeś Ducha swego
Na całkiem zwyczajnych
Skrzydłach
Uderzających o rzeczywisty
Dzień
Miłością szkarłatną
Zwyciężającą czerń
Białą od Twego blasku,
Twój Duch mnie oślepia,
Twych oczu mi trzeba
Bym mogła
Z Miłością patrzeć
Na każdy dzień
I jak Ciebie
dnia słuchać
I tchnieniem Twoim
kochać.

Spotkania modlitewne Odnowy w Duchu Świętym, bardzo mnie niepokoiły, ale też przyciągały jak magnez – to najwspanialsza modlitwa jakiej człowiek może się poddać, 1986 - 90 r.





Perła II

Znalazłam perłę,
A może ona mnie znalazła
Pan ją zostawił tutaj właśnie
Perłowa, mieni się od blasku
Lecz dotknąć jej nie można...

Patrzeć i słuchać
Perły perlą się tu wszędzie
Perłowieje cały świat
Patrzysz, słuchasz
Perłą – Miłość
Perłą – Pan
Ty i ja
Patrzę, słucham

Królestwo Boże wśród nas
Mieni się w perłowych kulach
Perłowym życia blaskiem
Lecz perły nie dotykaj
Radość – głosem twego życia.

Znalazłam radość,
A może ona mnie znalazła
Pan darował mi ją właśnie
Patrzysz, słuchasz

Milczenie – radości blaskiem
Pan nam je darował
Milczenie – wołanie miłości
Głos zwiastujący Boga
Nadaje perłom blasku
I widać perły dookoła.

Znalazłam Boga, pokochałam,
A może to On mnie znalazł.
On pierwszy mnie pokochał
Ja tej Miłości zaufałam
Pan tę Miłość mi darował
Miłość radości i milczenia
Perłową Miłość Bożej łaski
Miłość miłosierną – mocną,
Bo wierną





Kobieta

Jak gołębica
Ona
Kobieta
Czeka...
Ukochana
Na swego Oblubieńca
Pana

Serce otwarte
Jak rozchylona z pąku róża

Nie musisz jej zaraz zrywać
Zostaw ją Panu
Niech będzie w Nim żywa
Z Tobą szczęśliwa z woli Pana
Oblubienica,
Ukochana
Niech czeka
Swego Pana...




Łza

Zabłąkanej miłości
Pośród rzęs
Błyszczy się
W blasku doskonałości
Tęskniąc do Niego.

Panie otrzyj tę łzę
Wskrzesz w niej pełnię
Radości doskonałej
Czekaniem
Na ten dzień.

Pokrzep mnie
I przytul w modlitwie
Tej o lepsze jutro,
O lepszy, bo Twój dzień
Skąpany we łzach świtu
Oślepiającego blaskiem
Twej miłości
Zabłąkanej gdzieś pośród rzęs,
Trzepoczących skrzydeł.





Wszystko Twoje

Każdy zmierzch ma odblask Twojej Panie jasności
Każda noc mieni się srebrem miłości Twej
Każdy świt ożywiają krople Twojej radości
I każdy dzień jest pełen łaski Twej.

Twój zmierzch, Twoja noc, Twój świt i wszystkie dni
Twój sen, każdego z nas, Twój los choć nasz
To wszystko Twoje, Ty nas kochasz
A my jak ziarnka piasku pod stopami Twymi.

Ty unosisz nas, gdzieś tam, na wyżyny
Miłością wielką ogarniasz
A my spadamy jak okruszyny
Jak piach rzucony w Słońca twarz.




MIŁOŚĆ

Nie martw się tak nie przejmuj,
Oderwij się jak ptak
Od ziemi i poszybuj

Wśród błękitu i obłoków
Patrząc z góry widzisz przecie
Że wśród zmartwień i kłopotów
Gubisz Miłość, gubisz siebie

Popatrz sercem, zacznij słyszeć
Schwytaj Miłość w babie lato
Na zakrętach Ona prosto pisze.
I jesteś dla niej Tym kim będziesz jutro!




Dodasz czego trzeba

Nie troszczcie się zbytnio
O pokarm, odzienie
Nie troszczcie się zbytnio
O jutro, bo dziś
Dosyć mam biedy.
Ja ciągły pielgrzym
Tej ziemi spękanej
Z pragnienia Twoich słów
Ziemi pokłutej od Twoich krzyży
Przydrożnych
Śródleśnych
Czczonych
Zapomnianych
Porzuconych
Zdeptanych
I tych noszonych na naszych barkach
Kłujących ziemię w ukrzyżowaniu
Jak pielgrzym idę
Ty Panie, wiesz czego mi trzeba.
Może dziś dojdę do Twego Królestwa.




Mówisz do nas

Córko ma jedyna ty bądź mą
I krocz przy mnie, proszę krocz
Córko ma, córko...
Jam jest przy tobie, nocą i dniem
I kocham cię
Córko ma, córko...
Jestem wciąż przy tobie
I wiem, że mnie kochasz.

Dzisiaj promień słońca
Był zbyt blady, wobec miłości,
Którą zsyłasz na mnie Panie mój
Panie mój, Panie...
Wiatr ten dzisiejszy, był także
Zbyt słaby, wobec siły Twej
Miłości, mój Panie, mój Panie.
 




Jam wasz Bóg i Pan

Miłość moja ogarnia was
Miłość moja jest roztropna
Głos mój usłyszycie wszędzie
Tylko chciejcie milczeć
Bądźcie cisi, pokornego serca
Ufnie patrzcie i słuchajcie
W milczeniu waszych serc kochających
Ja daję wam czyste serca
Tylko przyjdźcie do Mnie
Nie ustawajcie w drodze
Jedni za drugich się módlcie
Każdy dzień Mi ofiarujcie
I całych siebie oddajcie Bogu
Przeze Mnie Jezusa Chrystusa
Brata waszego Jednorodzonego
Jestem w was, a wy we Mnie
A kto jest we Mnie jest w Ojcu moim,
Bracie, siostro,
Dźwigajcie wasz krzyż
Z radością,
Lecz bądźcie uważni
Słuchajcie Moich ostrzeżeń
I bądźcie mądrzy mądrością Boga Żywego
Pokój zostawiam wam
Pokój Mój wam daję
By poznał świat, żem jest
Wasz Bóg i Pan.




   Daj mi

Daj mi mocy niezwykłej,
Moc dla sługi Bożego,
By jego całe ciało
Było narzędziem w Twych rękach,
A myśli, myślami Twoimi,
Które rozwiewają mroki
Odrzuconego człowieka
I prowadzą go
Przed Twój majestat
I przed Twoją postać
Boże żywy, prawdziwy
Jedynie godny zdumienia.

I czegóż chcieć możesz Panie,
Od prostego człowieka,
Którego czekanie, ciągłe czekanie
W nocy życia ratunku czeka,
By tak moc jak dzień otrzymać
By starczyła mu działać, żyć apostołować.

Daj mi Ducha Twego,
Napełnij mocą z wysoka,
Daj mądrość, mądrość rozumną,
Logicznego myślenia
W wierze wytrwałej
I tak mocnej
By z mądrością głosić Twe dzieła.




 
Jaki jest Jezus?

Mogę to ci powiedzieć:

Jest zawsze blisko, tak że czujesz niemal jak bije Mu serce, czujesz Jego oddech tuż przy sobie, trochę nawet sapiący, głośny oddech, lecz stoi cichy. Wspiera się na swych nogach, całkiem jak ty, lekko je rozstawiając. Zaczyna śpiewać, ma piękny głos, mocny z głębi serca, ciepły, pewny, spokojny głos, śpiewa całym sobą. Raz po raz spogląda na ciebie uważnym wzrokiem ogląda ciebie. Choć tak bardzo dobrze zna, każdą twą zmarszczkę na twarzy, lecz tym uważniej przygląda się tobie, jakby widział ciebie pierwszy raz. Nie opuszcza cię ani o krok, wręcz przeciwnie, gdy tylko odchodzisz idzie za tobą. W końcu podaje tobie dłoń. Dłoń miękką, ciepłą, tak bardzo łagodną, że aż dziwi cię ta dłoń. Czy to na pewno tego człowieka ? Ale gdy odbierasz pokój jaki tobie daje w dłoni widzisz Jego twarz – uśmiechniętego Człowieka. Wspaniała twarz uśmiechniętego Człowieka. Tak, to On, to Jego dłoń, to Jego radość.
To dla Ciebie te dary. To Bóg cały. Klęka obok, modli się i śpiewa całym sobą. A ty patrzysz i nie wierzysz nawet własnym oczom, które Boga widziały...
I widzisz Go cały czas, choć niewidzialnym wzrokiem, czasem gdzieś, ktoś, ale tak naprawdę czekasz, aż znowu przyjdzie widzialny, bo wiesz, że jest. Patrzy na Ciebie swym wzrokiem. Ciągle przygląda się Tobie, choć dobrze zna twoje drogi, choć zna każdą twą zmarszczkę. Nie chce żebyś Go szukał lecz wiedział, że jest i jak będzie potrzeba to ciebie znajdzie widzialny Jezus.

Jeszcze jedno opowiem ci, jak On słucha ?
Naraz wydaje ci się, ze Go nie ma, nie śpiewa, nie oddycha, nie sapie, nawet nie patrzy na ciebie, lecz Tobą On słucha. Całego Ciebie słucha i nie wykonuje żadnego ruchu, by nie zagłuszyć nawet mrugnięcia powiek twojego oka. On słucha ciebie cały i jest całym tobą, On – Jezus.
A ty się dziwisz, że On tak umie słuchać, że wtedy jesteś sobą.
To On tylko tak słucha i nie wierzysz swoim uszom, a one Boga słyszały...








Jedyna nadzieja

Boże mój
Czemuś mnie opuścił
Jak długo jeszcze
Będę czekać

Każdy świt Twych narodzin
Przez czarny dzień przecieka
Jak perła gubi się
Wśród traw
Ginie w śniegach
I tylko ten blask
Jedyna ta nadzieja,
Której jakby nie ma
Bo jak dać blask nieba
Skoroś mnie opuścił
Kazał czekać.






Tajemnica

Nie wiem
Jak to się stało,
A może wiem, bo wierzę.
Głupie jakieś Zwiastowanie?
Błahe Zmartwychwstanie?
Nie dla mnie
Tak to jest
Nie tak.
Wiarą proste,
Może zbyt proste.
Jedno, dwa słowa,
A tak pełne Boga
Zwiastowanego
I Zmartwychwstałego...





Przyszedł

Nie jestem przeciwko Tobie
Zatem jestem z Tobą,
Chcę więc pozostać z miłością.

Chciałabym już Ciebie zobaczyć
Tak jak ten raz jedyny wtedy,
Kiedy przyszedłeś w ludzkiej postaci
Jak człowiek bliski, jak Bóg jedyny.

Chcę znowu słyszeć Twój krok, tak cichy,
Jak cała Twa nadchodząca postać...
Usłyszeć oddech, Twe tchnienie Panie
I znak pokoju, dłoń ciepła jak uśmiech.

Sam Jezus przyszedł cichy, nieśmiały?
Tchną pokój, światło, swoją Obecność...
Zostawił Ducha i poszedł dalej
Zostawił pewność, że jest jak wieczność.







Czekanie

Czy pustka istnieje?
Chłodem przepełniona
Ciepłem takim grzeje
Jak lampa zgaszona.

Stawiasz krok, nic nie słyszysz,
Potem drugi, trzeci; czekasz
Aż odnajdziesz ciepło dłoni,
Głos, który cię rozpali,

Kroczysz dalej, dalej, dalej,
We dwoje raźniej i lepiej
Wspólne dni, radości podwójne
Smutki dzielone na dwoje.

Istnieje pełnia
Miłością przepełniona
Ciepłem takim grzeje
Jak lampa zapalona.




M I L C Z E N I E

Czym jest moje milczenie?
Pełnym słów dziękczynieniem
Bo jak nie dziękować Bogu
Za Jego wspaniałe dary
Za błogosławieństwa,
którym nie ma miary.






Istnienie

Ty Panie ciągniesz
Twoją jasnością bycia
Niezachwianego istnienia,
Które wstrząsa do głębi
Bezsensowność mego życia
I odradza kształt mego ja
W Tobie
W Duchu Twoim
Istnieje moja modlitwa
Bez słów, bez czasu
To jest istnienie
Człowieka....





Zmartwychwstały

Klęczysz człowieku frasobliwy
Martwisz się przyszłym, przeszłym...
A ja tu stoję Zmartwychwstały,
- dniem Twoim jestem teraźniejszym!

Wołaniem, krzykiem jak przez otchłań.
Trudno mieszkać, czy wędrować
krokiem zgodnym, myślą jedną,
co dopiero świat przemieniać i budować

swoje małe – wielkie życie.
Niech nie będzie doskonałe, ale piękne.
Niech nie będzie bogate, ale święte.
Niech będzie wrażliwe - na człowieka...

Klęczysz człowieku frasobliwy
i martwisz się, czy zdołasz
poradzić sobie z tym co zostało
dziś jeszcze do zrobienia.


Trwam

Bywam czasem obecna.
Gdzieś jestem,
sama nie wiem gdzie dokładnie.
Myśli krążą to tu, to tam,
wirują nad głową.
Rozpierzchną się
to znów wracają
skupine nad codziennością.
Ile tego wszystkiego!
A prawda jest prosta,
nieskomplikowana,
nierozedrgana.
Czysta
jak lustro wody niezmąconej.
Pełna
świeżego powietrza.
Kipiąca życiem
jak wykluwające się pisklęta.
Święta…






„ W I O S E N K A "


Wśród leśnych ostępów
Nad brzegiem jeziora
Mieszkała "Wiosenka"
Kobieta zdrowo-chora.

Dziwna jakaś mówili
Patrz sensacja sezonu

I tak ludzie krzywdzili
Panią Wiosnę powoli.

Była lekka i zwiewna
I mieszkała w szałasie
I miała kominek z drewna
I jeszcze coś w swym głosie:

Taki śmiech przeraźliwy,
Taki płacz przejmujący,
Taki wzrok przenikliwy,

I smutek przygnębiający.

A przy tym jeszcze ta pogoda ducha
I pewność naiwna jak u dziecka.
Choć dorosła od ucha do ucha
Jej wrażliwość wśród ludzi zanika.


Choć męża ma, dzieci, rodzinę
Wybrała leśne chaszcze,

Ktoś duszę uraził, dumę
I serce teraz płacze.

Dziwna jakaś, mówili,
Patrz, sensacja sezonu.

A ona wierzyła ludziom
Chciała prawdziwego domu.







Dodaj komentarz do tej strony:
Pana/Pani imię:
Pana/Pani adres email:
Pana/Pani strona:
Pana/Pani wiadomość:
 
  Witaj jako 93481 odwiedzający (225796 wejścia) :)))  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=