Violetta Malinowska ...a skrzydła cię poniosą...
  Moja twórczość poetycka w cęściach: Dorastanie. Cz. I.
 

Cz. I. 


  Pierwszy wiersz napisałam mając 14 lat, pewnego jesiennego popołudnia, kiedy wiatr huczał za oknem i naginał buczynę rosnącą obok kuźni. Tak powstał wiersz: „Jesienne popołudnie”.

Zaczęło się, następne wiersze to np. „Punkcik” napisany dla mojej wychowawczyni od języka polskiego która wydawała mi się bardzo smutna pomimo swej ciekawej osobowości. To było w liceum.

Pamiętam początki studiów, kiedy mieszkałam w akademiku „Jagienka”. Pokój miał okna zachodnie i widać było przepiękne zachody słońca, napisałam wtedy wiersz „Zmierzch”.
Od czasów licealnych, kiedy to odzyskiwałam wiarę w siebie wiersze moje pisane były w tym duchu. Na studiach bardziej świadomie zyskiwałam wiarę w Boga i bardzo się do Niego przybliżyłam, takie też wiersze powstawały.

Pierwszy głos Boga w moim życiu świadomie odebrałam na przełomie liceum i studiów.

Pierwszą Biblię - Nowy Testament otrzymałam od dziadka Zygmunta. I bardzo upodobałam sobie fragment o wybrańcach Bożych w białą szatę odziewanych z Apokalipsy Świętego Jana.

W wakacje po podstawówce przeczytane „Emancypantki” B. Prusa uwrażliwiły mnie na temat istnienia innego wymiaru rzeczywistości oraz ograniczoności ludzkiego umysłu na dzień dzisiejszy, co może się zmienić kiedy połączymy się z Bogiem...

I tak krok po kroczku, aż powstał na początku pierwszego roku studiów przełomowy wiersz „Przbiśnieg”. To o codziennym wzrastaniu i tym, aby się nie martwić zanadto tylko ufać Bogu, który poukłada wszystko w naszym życiu – jeśli tylko tego zechcemy.


Twórczość podlotka

(1)   JESIENNE  POPOŁUDNIE

Za oknami zawierucha
Świat się zmienia w piekło
Gdzie nie spojrzę wszędzie dmucha
Nagle drzewo coś do wiatru rzekło.

Wiatr się gniewa
I pędzi z wielką prędkością
Wtem, znów coś szepnęły drzewa
Wiatrowi z wielką mądrością.

Teraz spokój jest na świecie,
Lecz to nie na długo
I wy wszyscy dobrze wiecie,
Że wiatr nie wytrzyma zbyt długo.

Mocne drzewa zerkają do nieba
I nie poddają się jego sile,
Bo one wiedzą, że tak nie trzeba
I uśmiechają się mile.


(2) PUNKCIK

W sercu smutnym
taki mały punkcik
tak mały, że prawie go nie widać,
a ma w sobie tyle blasku,
że smutek cały oślepia.

Odłóż więc troski i kłopoty
z serca smutnego wyrzuć je,
a gromadź w nim takie punkciki,
niech aż po brzeg wypełnią serce twe...

... mówisz nie?

Nie poddawaj się
ja i tak nie ustąpię
widzę w twym sercu mały punkcik
zobacz, czujesz? Twe serce,
staje się gorące!

Odłóż więc troski i kłopoty
z serca smutnego wyrzuć je,
a gromadź w nim takie punkciki,
niech aż po brzeg wypełnią serce twe!

(3) REFLEKSJA

Kiedy skończysz to kazanie,
Miły.
Kiedy już wyrzucisz z siebie wszystko.
Kiedy zbesztasz ten świat, tak zgniły;
Ja usiądę wsłuchana,
Ja tak bardzo kochana,
Będę cicho, najciszej, psyt, psyt...
Wsłucham się w każdy
Najmniejszy twój zgrzyt.
A gdy siądziesz zmęczony tym wszystkim,
Ja się wtulę w swój fotel i powiem:
Tak, tak...
Lecz cóż zrobisz, Miły,
By się troski skończyły?
Taki jest ten świat;
Tak, tak...
Pewnie wtedy mi powiesz:
Dobrze, już dobrze,
Ja, przepraszam cię Miła,
Tyś tu nie zawiniła
Czasem źle jest mi tak...
...tak, tak.


(4) MUZYKA

Za oknem wieczór ciemnawy
Swym chłodem orzeźwia człowieka,
Każdy przygody ciekawy,
A mnie upaja jakaś muzyka.

Jest nieznana dla innych,
Wie o niej ludzi ilość znikoma,
Jest obojętna dla ludzi zimnych
Dla zakochanych znajoma.

Każdy inaczej ją czuje
Każdy inaczej odbiera
Jedynie kłamstwo ją psuje
A czarna śmierć zabiera.


(5)   NA   ALARM !

Ziemio, kocham Cię :
Jak kochać można kwiaty,
Łasy, łąki, pola,
góry, doliny, urwiska,

Jak kochać można jeziora,
Rzeki, morza i oceany
Jak kochać można wulkany,
Skały, mchy i porosty,
Sarny, lwy i lamparty.
Kocham to wszystko,
Bo to Ty jesteś Ziemio...
I chciałabym Cię ochronić
Przed każdym złem,
tak bardzo tego chcę

Chcę, Cię utulić w obłoki
i ukołysać do snu,

Bo Tyś mi jest droga,
Bo Ty mnie też kochasz
Choć tego nie mówisz jak Matka.
Cierpisz i milczysz,
milczysz i kochasz,

starzejesz się coraz bardziej.
Liczysz na dzieci swe,
Tymczasem wyglądasz coraz marniej...
 


(6)  A U T O B U S

Dumna babcia wraz ze swoim wnuczkiem,
A za nimi inna babcia, też stoi,

Czeka tak jak inni przy barierce z pakunkiem
Stara, schorowana w boku coś ją boli.

Autobus przyjechał, stoi, każdy wsiada
Pcha się, rozpycha, nie patrzy się na nic,
A niech ktoś coś powie, ten mu już nagada
I babcia wypchana została na koniec.

Ale kiedy wsiadła, miejsca już nie było,
Stanęła obok siedzącej babci z wnuczkiem,
Coś ją zabolało, więc mówi, ze nic by się nie stało,
gdyby tak wnuczek podzielił się miejscem.


Dumna babcia oburzona huknęła:
Ależ on ma bilet, więc i prawo też ma!
Babcia gorzej się poczuła, upadła.
Miała bilet, lecz nie miała prawa.



(7)   D R O G A

Ta droga jest trudna
Prowadzi gdzieś w dal
Jest ciężka i żmudna
Często twarda jak stal.

Każdy tę, drogę przemierzy,
Nikt jej nie pominie.
U kresu ktoś ją zmierzy
I powie, czy słuszna była, czy nie.

Jak tę drogę przemierzysz?
To zależy tylko od ciebie;
Czy życie swe sprzeniewierzysz,
Czy też je składnie ułożysz sobie.



(8) SŁOŃCE

Słońce, gwiazda żarząca miliardem promieni
Ziemię i inne planety pieczołowicie
Światłem, ciepłem, życiem obdarza sowicie
I niech każdy to doceni,

Nie próbujmy tego zmienić
Niech te dary wartości nie stracą
Byśmy mogli śmiało zmierzać
Ku Słońcu, tam gdzie ptaki czasem lecą.




(9) O G I E Ń

Płonie ogień na kominku
Drwa się łączą w jeden krąg
Wtem od wody doznają wiele mąk.
Drwa rozłącza jakaś siła
I skończyła się ta chwila,
Która kiedyś je łączyła w jeden krąg...
Wtem doznały większych mąk.
Ten krąg kiedyś jednolity, rozchmurzony
Stał się teraz zapalczywy i zamglony.
Drwa rozrzucone nie dają ni blasku ni ciepła,
Gorąca ich wiara jak smoła zakrzepła.
Krew co płynęła żywym nurtem w nich
Teraz jest przyczyną ich zamiarów złych.
A wszystkiemu winna jest woda
Ona drwa ochłodziła, a szkoda.
Lecz cóż to, woda traci swą siłę,
Pogrzebana jest w pary mogile?
Znikła, nie ma przyczyny mąk;
Drwa znowu łączą się w jeden krąg.
Teraz nic nie zakłóci ich spokoju
Żyć będą w szczęściu i pokoju.
Drwa blaskiem biją oślepiającym
A żar ich serc łączy się w jeden, gorący...




(10) UŚMIECHNIJ SIĘ

Uśmiechnij się do mnie, tak bez powodu
Ja lubię, gdy ludzie się śmieją
Tyle jest wokół zawiści i mrozu,
Niech serca zziębnięte, się trochę rozgrzeją,

Uśmiechnij się proszę, do siebie samego,
Uśmiechnij się do mnie, do ludzi.
Tak pragnę, by nie było już nic złego
Co w sercach czarny smutek budzi.

Śmiejmy się wszyscy, tylko bez przesady
Uśmiech daje radość, jest zakątkiem raju
Nie niszczy miłości, ciężarem obłudy
Mówi do serc naszych „cudownego daru”.




(11) K S I Ę G A

Tyle kartek zapisano
Tyle ksiąg, książek już wydano
Każdy czyta, marzy, czuje
Smętny z kąta w kąt się snuje.
I wydaje się nam czasem
Gdy zadumamy się nad ludźmi, światem
żeśmy dużo przeczytali, wiele zrozumieli
Ale czyśmy na prawdę zmądrzeli?
Jest pewna księga, olbrzymia, ta
jest najcenniejsza, bo to księga świata
Każdy: mała mrówka, słoń, ty, ja
Każdy z nas, ją dobrze zna.
Każdy jest jej autorem,
Każdy jest jej bohaterem
I jest pewien ważny problem,
Który w chwili tej opowiem:
Znamy tę księgę, bo żyje w nas,
Lecz zbyt mało się w nią zagłębiamy
Nigdy nie będzie szczęścia wśród nas
Jeśli jej całej dobrze nie poznamy.
Dużo wysiłku będzie kosztować
Jej prawidłowe zrozumienie,
Wiele trudności trzeba pokonać
By ją pokochać, poczuć jej życiodajne tchnienie.
Czytaj ją swym sercem,
Czuj tę księgę całą duszą
Nazwij coś wreszcie szczęściem
Co ludzie czują, słyszą...
Bo szczęście to spokój, zrozumienie,
To miłość wzajemna, jedność,
Bezpieczeństwo i porozumienie,
Pokój, wiara w ludzi, nie nadzieja, lecz pewność.
Zachód Słońca, maleńka deszczu kropelka,
To księżyca srebrzyste promienie.
Szczęście to radość wielka
O smutku zapomnienie.

Szczęście to bezgraniczne dobro
- Wiemy co to szczęście
A żyć w nim, tak nam trudno.





•♥•´¯*!|!*¯`•♥•´¯*!|!*¯`•♥•

__...--~~~-. _ _.-~~~--...__
// __...--~~- ._ !_.-~~--...__
// __...--~~~- ._ !_.-~~~--...__
// ___.....---~~._ ! /_.~~----....__
===========!//==========

•♥•´¯*!|!*¯`•♥•´¯*!|!*¯`•♥•

(12) GWIAZDKA  I  KSIĘŻYC

Jestem gwiazdką na niebie,
A Ty Księżyc świetlany.
Jesteśmy wciąż obok siebie,
A mimo to, od siebie się oddalamy.

Obok mnie tak wiele gwiazd świeci,
Księżyc też nie jest jedyny na świecie,
Ale bez niego ja już tak nie świecę,
A towarzystwo gwiazd nie bawi.

Wciąż nas coś dzieli, lecz nie rozdzieli,
Wciąż nas coś myli, lecz nie omyli.
Choć ciała nasze są gdzieś w oddali,
To dusze wciąż są przy sobie blisko.

Blask nasz gorący jak serc płomienie,
Wciąż nim grzejemy się wzajemnie,
Myśli nasze młode, zwiewne,
przeniknęły serca, dusze.

Blask nam tylko tak miły
Innych oziębia, nawet mrozi, żyły,
Wydaje się sztuczny, niemiły.
Zaraz? Budzi odrazę może złość ?

Pełna podłości złość zazdrosna,
Drażni ją nasza siła beztroska,
Pełna gorąca, żaru płomieni,
Która, gdy chce potrafi życie zmienić.





(13) P R A G N I E N I A

Tego nie da się wyrazić słowem
Co w mym sercu mota się, szamoce
Może kiedyś to opiszę, potem
Dziś zbyt słabe moje moce.

Choć płomyczek we mnie mały, iskrzący
Niewielkim płomieniem gorącym,
Jednak czekam na pożar ogromny,
Który uniesie wszech Ewy potomnych,

Czekając tak, płomyk rozpalam
Wciąż czując swą tak słabą siłę,
Wierzę gorąco, że doczekam
I żarząc się wiem, że nie zginę

Każdy z nas wierzy
Ten płomyk nadziei
W kątku serca się iskrzy.
Błądząc wśród życia kniei

Brak mu tylko świeżego podmuchu,
Który w pożar go zamieni.
My wierzący w Duchu
Wiarą dopełnimy co On zamierzył.

Mój płomyczek połączy z twym,
Pójdziemy dalej do tamtego,
Twój, jego, ich stanie się płomieniem mym,
Razem spłoniemy do Najwyższego.

Ach te słowa tak niedoskonałe,
Gdyby spłonęły serc płomieniem
Wtedy spełniły by wspaniale,
To co zwiemy wypełnieniem.




(14)    C Z Y     K O C H A S Z ?

Czy kochasz mnie tak
Jak górskie, kryształowe potoki?
Czy kochasz mnie tak
Jak niedostępne i piękne gór stoki?

Czy wierzysz we mnie tak
Jak w chmury i doliny?
Czy wierzysz we mnie tak
Jak w burze i bursztyny?

Są w życiu wzloty i upadki
Są chwile cięższe od ciężkich,
Lecz, gdy spojrzysz w góry na ptaki,
Staniesz się lżejszy, wśród spraw wielkich.

I może Tobie to dużo nie pomoże
To, że oderwiesz się tak bardzo trochę
Lecz poczujesz małą, ulgę, zmniejszoną trwogę,
Więcej, Tobie dać nie mogę.

Kochaj więc górskie, kryształowe potoki,
Kochaj niedostępne i piękne gór stoki,
Wierz w chmury i doliny,
Wierz w burze i bursztyny.

Spójrz hen, tam wysoko w niebo,
Bądź czyimś przyjacielem, nie kolegą.
Miej przy sobie zawsze Jedynego Boga,
Wierz mi z Nim nie zginiesz w zamęcie
I gdy zbyt bardzo uciążliwa wyda się Twa droga,
Spójrz w niebo i z przeciwnościami walcz zawzięcie.
... Życzę Ci tego

Wtedy ja kochać Cię, będę nadal tak
Jak górskie kryształowe potoki.
Będę Cię kochać tak
Jak niedostępne i piękne gór stoki.

Będę wierzyć w Ciebie nadal tak
Jak w chmury i doliny.
Będę w Ciebie wierzyć tak
Jak w burze i bursztyny
Tak będę kochać...



(15)   WIERSZYK

E f e d
Raz przeglądałam jakiś zeszyt
stary, oberwany z dawnych lat
e d c d c d e
i znalazłam tam, pośród kilku stronic
f e d h c
mały wierszyk , krótki z dawnych lat.


F g a g f e d f e
Mały wierszyk, krótki wierszyk, mały wierszyk
D c d e
z tamtych dawnych lat,
mały wierszyk, krótki wierszyk, mały wierszyk
z dawnych lat.

Gdy zamknęłam zeszyt, stary ten,
wierszyk w mej pamięci stanął wtem
i nie mogłam już, wierszyk we mnie tkwił
mały wierszyk, krótki z dawnych lat.

Mały wierszyk, krótki wierszyk
-taki jaki każdy może znaleźć sam
mały wierszyk, krótki wierszyk,
f e d c h c
gdzieś w zeszycie ma go każdy z nas.



F r a s z k i :

(16)   Życie

Czasami myślę po co człowiek żyje,
Czy to co zdobędzie w czymś mu dopomoże ?
Myślę co też w tym się kryje,
Że człowiek dąży do tego, czego wszak nie może...


(17) Brat

Bracie, brak pieniędzy, dziecko chore leży ! ?
-To nic; wnet gorzołka mnie pocieszy.


(18)  Wszystko  można

Możesz pójść do pracy robić dobre wrażenie
Możesz przyjść do domu i udawać zmęczenie;
Wszystko można, niczego robić nie musisz,
Ale pomyśl: Czy sam się sobie nie znudzisz?


(19) Świat  i  ludzie

Świat wokoło jest piękny
Jak Twe najpiękniejsze sny,
Gdyby nikt go nie niszczył
To by każdy w nim szczęśliwie żył.


(20)   Nie  to

Pełno ludzi a jednak jest pusto,
Nie ma sprawy ciekawej,
Choć wokoło spraw różnych sto
To wciąż nie to, nie to.


(21) Plotkarka

Przyszła do tego, tamtego obgada
I jeszcze za to sobie tu użyje.
Pójdzie tam, znów to o tamtym nagada
I tak to się jej z dnia na dzionek żyje.



(22) OLIWKA

Ranią mnie słowa, gesty nieprzemyślane,
Ranią mnie tak głęboko, boleśnie,
Jak strzała bezmyślnie wypuszczana,
Którą Oliwka została zraniona.

I jak każdemu wiadomo, zaraz to drzewko uschnie;
Tak mnie ta odrętwiałość także muśnie,
Upadam już nic nie czuję,
Oliwce zdrowie też się psuje.

Lecz każdą ranę Oliwki można wyleczyć,
Wystarczy o nią trochę się zatroszczyć.
Ona również wtedy nabiera wiary w siebie
I tak ze mną się dzieje.

Człowiek, choć żyje wśród ludzi
Nigdy samotnym być nie przestaje,
Choć wiele w życiu się natrudzi
Mało uzyska, wiele utraci, starym się staje.

Dzisiejszy świat, cóż w sobie kryje ?
Człowiek jak sowa samotnie żyje,
Choć wiele rzeczy dzieje się wokoło
On sam kręci swego życia koło.

Marzy o przyjaźni w obłoki wzrok wzbija,
Człowieku ten wspaniały okres życia także mija.
Oglądasz się jeszcze w dal za siebie,
Bo już nic pięknego nie widzisz w błękitnym niebie.

Świat sczerniał, wciąż masz jakieś trudności,
Zdrowie się pogarsza odczuwasz nudności,
Nic, nikt Cię nie obchodzi
Czy słyszysz? Ona już nadchodzi!

Przyjdzie Tobie zdać relację z życia
Przypominasz sobie grzechy,
Nie masz już pewności bycia,
Nie ma już skarbów, strzechy.

Nie masz nic. Co jej teraz pokażesz ?
Masz tylko duszę, martwe ciało
Co ci się stało?
Śmierć czeka, co jej pokażesz?

Masz do wyboru: raj, czyściec, piekło,
Za życia odważnie kpiłeś z tego,
Po śmierci nic nie ma- mówiłeś,
A teraz, czemu stchórzyłeś?

Nikomu nie pomogłeś,
Pamiętasz, strzałę którą kiedyś wystrzeliłeś,
Pamiętasz tę Oliwkę, którą zraniłeś,
Nie pamiętasz, bezmyślny wtedy byłeś.

Teraz jak pył lekki, przejrzysty jak powietrze,
Widzisz jak Śmierć się dziwuje,
Jak inny wietrzyk rozmową ją zajmuje.
Być może śmierć ciebie zaraz w piekle zetrze.

Lecz cóż to, do raju nawet pójdziesz ?
Dlaczego, co się stało? Pytasz się, nie wiesz
Ten wietrzyk co był tu przed chwilą
Był kiedyś ową Oliwką.

Co widzę, oblicze twe martwe się burzy,
Nie chcesz iść do raju, na raj chcesz zasłużyć
Tę Oliwkę przypominasz sobie,
Choć teraz człowiekiem stać się możesz.


(24) TO  MUSI  WYSTARCZYĆ

Wokoło, wokoło tak wiele obłudy,
Ty wołasz ktoś cię depcze.
Czasem powie tobie słowo skruchy,
Aby potem bardziej ci dokuczyć.

Lecz wierz w to, że kiedyś
Może chwilka, chwila minie,
Zjawi się ktoś kto odezwie się mile,
Z kim o wszystkim porozmawiasz
Może nawet cię obroni przed obłudą,
Tak ułudną i fałszywą.

Nie wiesz jak długo męczyć się będziesz,
Nie chcesz już więcej fałszu.
Ja cię tylko pocieszać mogę
I to musi ci wystarczyć.



(25) MUZYKA

Nagle drzwi otworzono , tłum wpada do sali,
Twarze są zmieszane, lecz trochę uśmiechnięte.
Jedno krzesło za drugim zostaje zajęte,
Ze sceny jak z komina jeszcze ciemność wali.

Kurtyna się odsłania i światła migają,
Szum się wzmaga, rośnie dookoła napięcie,
Blask gitar oślepia i nagle ktoś zawzięcie
Szarpie za struny, klawisze naciska; grają

Cóż z grania tego, głuchego od wrzasku, tego
Zmęczonego, aby było głośniej, cóż z tego
Czy to nam coś daje, czy to tylko suchy szpan ?

Może czasem ktoś, coś wyniesie, może, może,
Może dowie się prawdy o innych, o sobie,
Może się pochwali, skrytykuje, coś czuje...



(26)   P I O S E N K A

d dis d c
Rano wstaję tak jak uda mi się,
d dis d
Potem biegnę by nie spóźnić się,
d c a ais c a g f
Jadąc, jadąc autobusem,
dis d c ais a ais
Myślę jak mi minie ten dzień.

ais g f ais c ais c
A chciałabym tak mile spędzić czas,
ais g f ais c
A chciałabym tak się śmiać...

Dalej idąc gdzieś ulicą, czy chodnikiem
Jakieś tłumy grodzą drogę mi,
A ja muszę, muszę tam się dostać,
Bo inaczej będzie źle,

A chciałabym tak zostawić już to wszystko,
Tak chciałabym, czymś ciekawszym zająć się.

Kiedy wracam mam już dość wszystkiego,
Kiedy wracam ledwo żyję już,
Myślę sobie, że rzuciłabym to wszystko,
Sama nie wiem, no cóż...

Lecz mówię wam mam taki mały świat,
Nikt nie wie że, czasem odrywam od nich się.
I jestem tam, gdzie jest zupełnie inny szpan
I cieszę się, że tego szczęścia trochę mam

Tak cieszę się, tak bawię się
Przyjaciół mam i szczęście znam
I robię coś
I nikt nie mówi o mnie ktoś.



(27)   C Ó Ż    R O B I Ć

Bóg, raj, czyściec, piekło,
Dzień, praca, radość, smutek
Tu się coś zrobi, tam się coś rzekło,
Czy to jest raj, czyściec, czy piekło ?

A może, to są błahostki,
I nie ważne jest wszystko,
Czy też wartości, uniosłości,
Cóż robić, kto odpowie człekowi?

Czy przejąć się tym,
Czy może coś pominąć
Czy warto być dobrym, czy złym
Z czym do ludzi, do siebie, z czym ?



(28) JUŻ   W I E M...

Wiem, wiem, wiem
Jaki jest mój cel
Chcę, chcę, bardzo chcę
Być Dobrym Człowiekiem.

Nie wiem co los dla mnie przygotował
Co mi się przydarzy,
Lecz wiem, że zawsze będę trwać
Na życia straży
Ludzkich trosk i cierpień
Jeśli Bóg dozwoli
Walczyć chcę pomagać ludziom
Według Jego woli
Jemu mogę ufać
On szczęście ma na pieczy
I tak je każdemu rozdaje,
Czy chory, czy kaleki
Czy nieszczęśliwy, czy smutny,
Zrozpaczony, czy "zdrowy”;
Chcę też by On mi pomógł
Wytrwać w moim, twoim celu?
Przecież to nic wielkiego
Taki mały-duży cel,
Wątpisz, czy sił starczy do tego ?
Nie wiem, a ty - wiesz ?

Stoję tak sama jak drzewo,
Budzące się ze snu,
A obok mnie drzew całe puszcze,
Lecz one śpią , są nieczułe
Tak straszą pustką swą...
Wokoło bije drzew martwota...

Lecz ja gałązek mam tysiące,
Drzewa ogrzeję ciepłem swym
I one - puszczą pąki.
Patrz ten pierwszy, drugi, trzeci...
Już wyciągają ręce,
Ze mną więc, chodźmy razem
Lecz już na jawie, nie we śnie.
Uwierz w mały cel
Już i ty chcesz
Być Dobrym Człowiekiem
Trwać na życia straży
Ludzkich trosk i zmartwień,
Jeśli Bóg dozwoli
Każdy chce pomagać sobie
Nawzajem, według Jego woli.

Jak drzewa ufnością rozkwitamy
Trzeba dbać o to, byś nie był samotny
Wśród tysięcy, to jest cel życia właśnie to,
By czynić dobro, a nie będzie nędzy,
By żyć pełnią wiary i mocą Miłości.



(29)
Odnowa od nowa


Tu działacie, tam działacie,
Ciągle posiedzenia macie
I sprawozdań też bez liku,
Pełno ich bez ładu, szyku,

Aby były dokumenty,
Za to nagrody będą, prezenty,
Piszcie dorośli, młodzi, dzieci,
Może ktoś to przeczyta i się zachwyci.

Choć w sercu nic się nie dzieje,
Trzeba się śmiać i świat się śmieje,
Przecież odnowę mamy, więc od nowa,
Martwa biologia papierkowa.




(30) N I Ć

Nić tak cienka, delikatna,
Ta nić właśnie łączy nas,
Więź nas spaja jakby żadna
I powoli wiąże nas.

Teraz muszę odejść,
Sama z sobą zjednać się,
Trudy życia umieć znieść.
Nie chcę w życiu rozczarować się.

Kiedyś wrócę jednak,
Gdy ta myśl sen z powiek spędzi
I gdy serce da mi znak,
By powrócić na swe " śmieci ".

Nić tak cienka, delikatna
Ta nić właśnie łączy nas
I ta więź, ta jakby żadna
Zawiązała nam los nasz.


(31) TAK  CZASEM  JEST

Są różni ludzie: mądrzy, niegłupi
Tak, tak w tym naszym wieku
I choć tak wielu jest tych ludzi
Wyrwać się nie chcą z szarości skrzeku.

A wszyscy przecież winni mieć
Bratnią duszę, w szczęściu żyć
Podnosić głowy hen do nieba
Nie wiedzieć co to głód i bieda,
Winni przyjaciół mieć
I czegoś tam w życiu chcieć
Tymczasem :

Nikt przyjaźni się nie uczy,
Każdy sądzi, że ją zna,
Sam się jej nie nauczysz,
Tu trzeba dla innych żyć,
coś im z siebie dać.


Nie, nie, nic materialnego
Więcej trzeba tu poświęcić
Coś co jest sercu najdroższego
Czego się nie da zważyć, zmierzyć,
Bo przyjaźń to prawie wszystko,
Choć może banalnie to brzmi.
Człowieku, to rzecz oczywista
bezinteresowna miłość czysta.

(32)
C O D Z I E N N O Ś Ć
(entliczek pentliczek)


Ktoś powiedział żeś niedobry,
Tam znów coś innego gra,
Tu Polacy wygrywają,
Znów Juventus strzela gol.
A ja siedzą nad książkami
I mam ochotę,
och... mam ochotę:

Rzucić to wszystko,
Wybiec gdzieś w dal,
Z dala od książek
Z dala od kar,
Wybiec do lasu i tam
och! och!

śmiać się na cały głos!

Tu powiedz wierszyk,
Tam przy odpowiedzi,
Tablicę dobrze zmocz.
potem zmocz
Dalej przeciągnij umysł na koźle
jeszcze wyżej skocz, ach skocz!

Lecz ja, tak mam ochotę:
Rzucić to wszystko,
Wznieść się nad chmury,
Dorównać ptakom,
Widzieć wszystko z góry,
Nie spadać nigdy,
Mieć wszystko z głowy
śmiać się na cały głos
ha, ha...


Widzę tam ktoś krzyczy,
A tam ryczy, płacze, szlocha też,
A tam znowu siedzi taki mały, śmiały,
Lecz zamknięty jest na klucz...
ucz się, ucz...
pewnie on też ma ochotę:
Wybiec z pudełka
Przetrzeć swe oczy,
Zobaczyć z bliska,
Jaki świat szeroki,
Zamknąć na kłódkę
troski i kłopoty,

Przeanalizować
swe upadki, wzloty,

Potem zatrzymać się,
Pomyśleć i mocniej
śmiać się na cały głos
os, os os, os też dużo jest,

szczególnie tych uczonych.


(33) PRZYJAŹŃ

Przyjaźń to słowo drogie jest dla mnie.
Nie wiem, czy kiedyś jej zaznam.
Piękna choć zwykła, cenna będzie zawsze
I niewielu ludzi stać na nią będzie.

Nie, nie pieniędzmi jej nie odmierzysz,
Nigdy jej sobie nie kupisz,
Możesz najwyżej szukać cierpliwie,
Czy znajdziesz? Tego nie wiem.

Przyjaźń to skarb człowieka,
Mając przyjaźń , masz wszystko
Może jej zaznać każda osoba,
Która innych ceni ponad wszystko.




(34) PUSTKA

To nic, że tak mija czas.
To nic , że go marnujemy,
Kiedyś przyjdzie czas,
Wtedy się "zrewanżujemy".

To nic, że w kółko to samo gra,
Ta sama stara płyta, choć już nowa,
Nikt zastrzeżeń nie ma?
Nie widzę, dziękuję, niepotrzebna mowa.

To nic, że chciałeś coś powiedzieć
I tak się przecież nie odezwiesz,
Po co sprzeciwiać się, czas zajmować
I tak głowę w piasek schowasz.

Także cóż ty, mała myszka,
Możesz wskórać w tak ogromnym świecie?
Lepiej nic nie mów, siedź jak truśka,
Albo może broń się lepiej...

Broń wartości, które cenisz,
Każda mała cząstka,
To część tego co zmienisz
I zapełni się pustka.



(35)   
Domy i my


Bo my to domy,
Domy to my,
W domach żyjemy
W domach pustyni się zaszywamy.

Każdy dla siebie,
Każdy przed siebie,
Lecz sam samotny,
Wewnętrznie pusty.

Bo my to puste domy,
Bo puste domy to my.
Jak domy żyjemy
W domach pustyni się zaszywamy.

I tylko drzewo czasem wyrośnie
Drzewo zielone, silne, radosne,
Drzewo wśród pustyń, kamieni
Drzewo mocne, silne, a nic nie zmieni.

Bo my to walące się puste domy,
Bo te domy to my,
A tamten to drzewo zielone, radosne
Docenia odrodzoną i piękną Wiosnę,

I kiedy drzew wyrosną puszcze
Kiedy pokryją ziemski glob,
Wtedy już nic nie będzie puste:
Ziemia + ludzie = szlachetny stop.


(36) Ż A L

Jakiż żal czasem może
Przeszyć serce tak do głębi
Jakiż żal, ach mój Boże
Tak mnie męczy nie odchodzi.

Brak tej Ziemi co wysłucha
Skarg tysięcy, łkań, zawodów,
Brak odwagi, gdy człowieka
Spotka ściana gorzkich słów.

I cóż zrobić? Nie wiem, nie wiem
Robię głupstwa, wciąż je robię
Nikt nie ceni cię i nie wiesz
Co masz zrobić z sobą, Boże!

Po cóż nadzieja,
Co to miłość ludzka?
Po cóż to, czy ktoś odpowie?
Pustka, pustka, pustka...

ciąg dalszy w następnym rozdziale  
(zakładka niżej)






Komentarze do tej strony:
Komentarz pochodzi od Eliza( e.kabacinskao2.pl ), 05.02.2012, o 10:47 (UTC):
....toż to życia nie starczy, aby ogarnąć ten potok słów i myśli....

Wrażenie mnie onieśmniela



Dodaj komentarz do tej strony:
Pana/Pani imię:
Pana/Pani adres email:
Pana/Pani strona:
Pana/Pani wiadomość:
 
  Witaj jako 94194 odwiedzający (227153 wejścia) :)))  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=